czwartek, 29 maja 2014

Prologue.

-Masz pojęcie, że to już za tydzień?- krzyczałam do mojej przyjaciółki Natalie, która właśnie wychodziła z naszych ostatnich zajęć tańca w tym roku szkolnym, wraz z Alex, drugą przyjaciółką.
- Tak, mamy pojęcie Mary. - odpowiedziały bez entuzjazmu zbiegając po schodach. Czy tylko ja tak bardzo cieszę się z tego wyjazdu? Pomijając fakt, że jedziemy w to samo miejsce, po raz drugi, a ogólnie z tego samego obozu już 4 raz. Czuję ,że będzie to magiczny obóz. Nawet nie wiem dlaczego takie bzdury kręcę. 
- Czyli co,laski. - kochałam tak do nich mówić.- Spotykamy się o 5.30 tutaj, okej?
- Dobra. Wszystko jest już ustalone. Jeżeli nawet czegoś zapomniałyśmy, skontaktujemy się. Miłego zakończenia roku Mary! - powiedziały już trochę bardziej entuzjastycznie i pocałowały mnie w policzek. Zostałam sama udając się do domu. 

Przez 3 lata z rzędu, spotykaliśmy się całą paczką, mieliśmy najlepsze 10 dni. Staraliśmy się je wykorzystać w 100%. Uwielbiałam to, kiedy dojeżdżałam na miejsce, gdzie stał nasz autobus, sprawdzony przez policję. Kiedy wychodziłam z auta, brałam walizkę i torebkę i od razu rzucałam się na właściciela Armina, który zawsze chętnie wystawiał ręce tylko po to abym się na niego rzuciła. Zawsze czuliśmy się wszyscy jak rodzina. Następnie spotykałam moich znajomych z którymi wchodziliśmy do autobusu, rzucając ostatnie spojrzenia na mamy, które stały w jednym rządku machając nam zza szyby. Kiedy pierwsze 30 minut w autobusie było cicho i spokojnie, dopóki ktoś nie zaczął się śmiać i wygłupiać. Zawsze jacyś chłopcy zajmowali nam miejsca na tyłach i toczyliśmy z nimi walki do momentu, aż po 2 godzinach, któryś z nas nie zacznie rozmawiać ze sobą. Po wielogodzinnej jeździe wychodziliśmy z autobusów, oczywiście nie obyło się bez lekkich krzyków w naszą stronę, abyśmy posprzątali w pojeździe. I kiedy dostajemy swoje pokoje, zaczyna się nasza podróż. I aż żal wyjeżdżać...

*Luke*

Jestem zmienną osobą. I tak samo jest w tym roku. Co rok zmieniam obozy czy kolonie. Nie lubię się przywiązywać do nikogo ani niczego. Pomijając rodzinę i moją paczkę złożonych z 3 idiotów, plus mnie. To Calum, Michael i Ashton. Niby jesteśmy pozornie tacy sami, a jednak każdy z nas jest inny i to czyni nas wyjątkowych. Jesteśmy zespołem. Tak. Stworzyliśmy zespół muzyczny. Jestem głównym wokalistą oraz gitarzystą, tak samo jak Calum i Michael. Ashton gra na bębnach. Dopiero się rozkręcamy, ale widoki są super. Tak mówią. Pomijając. W tym roku jedziemy z jakimś obozem z jakiegoś Centrum Tańca. Może być ciekawie. Lubię tańczyć. Kiedyś tańczyłem Breakdance. Skończyłem z tym i przerzuciłem się na muzykę. Oczywiście patrzyłem na ofertę, i nie tylko będziemy tam tańczyć. Podobno jedzie 150 osób. 100 osób z jakiejś firmy połączonej z Centrum, a 50 właśnie z niego. Może być ciekawie. Podobno te 50 osób są w osobnym pawilonie. Mam nadzieję, że się nie zawiodę...

***
Przepraszam za jakiekolwiek błędy.~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz