czwartek, 29 maja 2014

1.

*Mary*

- Mary, masz wszystko spakowane? - powtarzała moja mama o 20, kiedy w moim pokoju był totalny syf spowodowany pakowaniem się na obóz. Dalej było mi smutno z powodu zakończenia roku. W tym roku musiałam pożegnać się ze szkołą. Jestem strasznie wrażliwa, pomijając mój silny charakter. To w ogóle nie gra ze sobą. Skończyłam również szkołę muzyczną. Byłam wniebowzięta, ponieważ nienawidziłam tam chodzić. Nie chodzi o to, że nie chciałam czy coś. Po prostu traciłam wtedy czas.
- Tak. Muszę spakować jeszcze te 6 par butów, no a kosmetyczkę rano.- uśmiechnęłam się do niej. Spojrzała na mnie z taką miną, że myślałam, że się posikam, wtedy trochę poprawiła mi humor.
- Ty sobie żartujesz. 4 nie wystarczą? - zapytała zdziwiona.
- Nie. Ale skoro nie 6, to chociaż 5. Proooooszę. - podeszłam do niej i pocałowałam ją w policzek.
- Dziecko, ja z Tobą oszaleję. - zaśmiała się i wyszła z pokoju. Zawsze tak jest. To jest jej gadka życia. Ale wiem, że mnie kocha, i ona też wie, że ja ją dwa razy mocniej.
Posprzątałam w pokoju, dokończyłam się pakować, sprawdziłam 25 razy czy wszystko mam, i postanowiłam przespać się na kilka godzin...

*Luke*

Kiedy moja mama po raz kolejny sprawdzała moją walizkę, wstałem z fotela i zainterniowałem.
- Mamusiu, błagam Cię. Przecież ty zwariujesz. Na obóz nie jadę pierwszy raz. Sam sprawdzałem tą walizkę. Sama pomagałaś mi się spakować. Za bardzo się przejmujesz i stresujesz. Teraz zejdź na dół, włącz swój ulubiony serial i odpocznij. Zaufaj mi. - uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją w policzek. Ta wzięła w swoje ręce moją twarz i pocałowała mnie mocno w czoło. Wyszła. Nareszcie zero stresu. Zamknąłem walizkę i rzuciłem się na łóżko. Czas się przespać...

*4.15*

No to sobie pospałem. Wstałem i poszedłem do łazienki. Kiedy ogarnąłem się, postanowiłem, że obudzę mamę. Chociaż tak bardzo nie chcę, tylko ona potrafi zrobić najlepsze jedzenie na świecie. Ale przed tym, spakowałem moją e-faje. Kto wie, kiedy będę jej potrzebował. Lubię sobie raz na ruski rok zapalić. A co mi tam. Ruszyłem do pokoju obok. Zapukałem i podszedłem do łóżka rodziców.
- Mamo, wstawaj. - szepnąłem jej do ucha. Ta tylko się przewróciła na bok. Powtórzyłem to jeszcze 2 razy. Dopiero za tym drugim otworzyła oczy.
- Już wstaje. Naszykuj mi ubrania. - poprosiła. Tak więc zrobiłem. Zapaliłem światło i podszedłem do jej szafy. Wyciągnąłem z niej czarne spodnie, i fioletową bluzkę. Do tego czarne buty i bluzę. Powtórzyłem moją prośbę co do wstania i wyszedłem. Spakowałem kosmetyczkę i poszedłem na dół. Zapaliłem światło w kuchni i wyciągnąłem wszystkie rzeczy, jakie będą jej potrzebne do zrobienia mi jedzenia. Wróciłem na górę, mijając się po drodze z mamą. Będąc w pokoju złapałem za moją torbę podróżną i walizkę. Zniosłem wszystko na dół. Wróciłem do pokoju kilka razy, sprawdzając czy wszystko mam.

*Mary*

*5.10*

Właśnie przeglądałam się w lustrze. Wyglądałam całkiem, całkiem. Miałam na sobie czarne podarte spodenki, białą bluzkę z napisem "happy" schowaną lekko do spodni, czarny kapelusz, moje białe krótkie conversy oraz kilka dodatków z biżuterii.
- Wyglądasz pięknie. - zaśmiał się ojczym. Spojrzałam na niego i zaśmiałam się również. Wróciłam do kuchni, gdzie mama robiła mi prowiant.
- A więc. Tutaj masz wszystko. Spakuj to do torby. Reszta przekąsek w walizce. Ja jeszcze idę się ogarnąć. - uśmiechnęła się i pocałowała mnie. Postanowiłam pójść się załatwić. Nie wiem czemu, ale zawsze przed wyjazdem, boję się, że czego zapomnę albo coś. Zawsze mam najczarniejsze scenariusze przed oczami. Postanowiłam usiąść na kanapie i posiedzieć w internecie, kiedy już się załatwiłam. Mijały minuty. Moja walizka była gotowa. Kiedy wybiła godzina 5.25 poprosiłam mamę o to, abyśmy już jechali. Ubrałam na siebie czarny sweter i wyszłam za ojczymem, który niósł moją walizkę do samochodu. Usiadłam z przodu auta. Pożegnałam się z tatą i czekałam na mamę. Po chwili ruszyliśmy...

*5.35*

Dojechałam na miejsce. Wysiadłam z auta, wyciągnęłam walizkę. Podbiegłam do pana Armina. Oczywiście nie obyło się bez przytulasów.
- Cześć słoneczko! Gotowa na zabawę? - uwielbiałam kiedy tak mówił. Jakby był moim wujkiem, czy coś. Porozmawiałam z nim chwilę, a później moja mama. Ja rzuciłam się na inne osoby.
- Siemka Nabiii! Co tam kocie? - zaśmiałam się z nią. Rozmawiałyśmy chwilę. Następnie przywitałam się z black nygga, czyli z Nader'em. Jak zwykle zaczął gadać głupoty. Nie jest stąd. Trochę zaczęliśmy się smucić, ponieważ jego żona z nami nie jedzie, a jest niesamowita!. No i na koniec zostały moje kochane dziewczyny i cała paczka. Charlie przywitał mnie mocnym uściskiem, Leo tak samo oraz Julie. Postanowiliśmy wszyscy wejśc do autobusu. Dzięki Bogu nie było zajęte. Ustaliliśmy wcześniej jak będziemy siedzieć. Rzuciliśmy swoje rzeczy, pokazując tym, że tutaj jest zajęte. Siedzę na środku na tyłach. Ciekawie. Nie chcieliśmy ciągle siedzieć w autobusie. Wyszliśmy. Porozmawialiśmy chwile. Zaczęli pakować nam walizki. I po raz 4 moją walizkę włożyli jako pierwszą. Czyli dostanę ją ostatnia. Wszyscy kiedy to zauważyli, zaśmiali się. Zresztą ja też. Nagle każdy się już zebrał. Czas było pożegnać się z rodzicami.
- Pa Mamo. Do zobaczenia z 10 dni. Kocham Cię. Odpoczywaj ode mnie. Masz czas. - zaśmiałyśmy się. Pocałowała mnie w czoło. I po raz setny usłyszałam od niej zdanie "Tylko bądź grzeczna". Jak zwykle. Zawsze jestem grzeczna. Hihi. Weszliśmy do autobusu. Wszyscy już tam byli. Nagle jakiś blondyn mnie zaczepił. Zrobiłam pytającą minę. Ten tylko spojrzał swoim uśmieszkiem.
- Nigdy nie będę twoja. - schyliłam się ku niemu i szepnęłam mu do ucha.
- Zakład? - jego głos poczułam na całym moim ciele i nawet w środku. Manipulował mną, idiota. Odeszłam od niego i usiadłam na swoje miejsce. Ten tylko ostatni raz popatrzył się w moją stronę i mrugnął. Następnie założył słuchawki. Już go nienawidzę.



Prologue.

-Masz pojęcie, że to już za tydzień?- krzyczałam do mojej przyjaciółki Natalie, która właśnie wychodziła z naszych ostatnich zajęć tańca w tym roku szkolnym, wraz z Alex, drugą przyjaciółką.
- Tak, mamy pojęcie Mary. - odpowiedziały bez entuzjazmu zbiegając po schodach. Czy tylko ja tak bardzo cieszę się z tego wyjazdu? Pomijając fakt, że jedziemy w to samo miejsce, po raz drugi, a ogólnie z tego samego obozu już 4 raz. Czuję ,że będzie to magiczny obóz. Nawet nie wiem dlaczego takie bzdury kręcę. 
- Czyli co,laski. - kochałam tak do nich mówić.- Spotykamy się o 5.30 tutaj, okej?
- Dobra. Wszystko jest już ustalone. Jeżeli nawet czegoś zapomniałyśmy, skontaktujemy się. Miłego zakończenia roku Mary! - powiedziały już trochę bardziej entuzjastycznie i pocałowały mnie w policzek. Zostałam sama udając się do domu. 

Przez 3 lata z rzędu, spotykaliśmy się całą paczką, mieliśmy najlepsze 10 dni. Staraliśmy się je wykorzystać w 100%. Uwielbiałam to, kiedy dojeżdżałam na miejsce, gdzie stał nasz autobus, sprawdzony przez policję. Kiedy wychodziłam z auta, brałam walizkę i torebkę i od razu rzucałam się na właściciela Armina, który zawsze chętnie wystawiał ręce tylko po to abym się na niego rzuciła. Zawsze czuliśmy się wszyscy jak rodzina. Następnie spotykałam moich znajomych z którymi wchodziliśmy do autobusu, rzucając ostatnie spojrzenia na mamy, które stały w jednym rządku machając nam zza szyby. Kiedy pierwsze 30 minut w autobusie było cicho i spokojnie, dopóki ktoś nie zaczął się śmiać i wygłupiać. Zawsze jacyś chłopcy zajmowali nam miejsca na tyłach i toczyliśmy z nimi walki do momentu, aż po 2 godzinach, któryś z nas nie zacznie rozmawiać ze sobą. Po wielogodzinnej jeździe wychodziliśmy z autobusów, oczywiście nie obyło się bez lekkich krzyków w naszą stronę, abyśmy posprzątali w pojeździe. I kiedy dostajemy swoje pokoje, zaczyna się nasza podróż. I aż żal wyjeżdżać...

*Luke*

Jestem zmienną osobą. I tak samo jest w tym roku. Co rok zmieniam obozy czy kolonie. Nie lubię się przywiązywać do nikogo ani niczego. Pomijając rodzinę i moją paczkę złożonych z 3 idiotów, plus mnie. To Calum, Michael i Ashton. Niby jesteśmy pozornie tacy sami, a jednak każdy z nas jest inny i to czyni nas wyjątkowych. Jesteśmy zespołem. Tak. Stworzyliśmy zespół muzyczny. Jestem głównym wokalistą oraz gitarzystą, tak samo jak Calum i Michael. Ashton gra na bębnach. Dopiero się rozkręcamy, ale widoki są super. Tak mówią. Pomijając. W tym roku jedziemy z jakimś obozem z jakiegoś Centrum Tańca. Może być ciekawie. Lubię tańczyć. Kiedyś tańczyłem Breakdance. Skończyłem z tym i przerzuciłem się na muzykę. Oczywiście patrzyłem na ofertę, i nie tylko będziemy tam tańczyć. Podobno jedzie 150 osób. 100 osób z jakiejś firmy połączonej z Centrum, a 50 właśnie z niego. Może być ciekawie. Podobno te 50 osób są w osobnym pawilonie. Mam nadzieję, że się nie zawiodę...

***
Przepraszam za jakiekolwiek błędy.~